Zakupy na raty w sklepie – jak nie dać się naciągnąć?

zakupy na raty

Witam. Jakiś czas temu pisałem o tym, jak można zaoszczędzić na kredycie gotówkowym – szczegóły tutaj. Dzisiaj oddaję głos mojemu bratu, który pisze o zakupach na raty w sklepie. Artykuł jest długi, ale bardzo ciekawy i ujawnia na jakie pułapki możemy natrafić robiąc zakupy na raty w sklepie. Informacje są wręcz z pierwszej ręki – zainteresowanych zapraszam do lektury.


Jak wiadomo w każdym sklepie w którym sprzedaje się sprzęt elektroniczny można dokonać zakupu ratalnego. Procedura jest szybka, łatwa i wygodna. Wystarczy czasem kilkanaście minut i już można mieć sprzęt, na który brak gotówki. Niestety sprzedawcy przy okazji zakupów na raty zastawili kilka dosyć kosztownych pułapek, w które może wpaść kupujący. O wszystkich informuję w dalszej części artykułu.

Klient ratalny = najlepszy klient

Zacznijmy od tego, że klient ratalny to najbardziej pożądany typ kupującego dla każdego sprzedawcy. Właśnie na nim firmy zarabiają kilkukrotnie, bo oprócz sprzętu kupuje także raty. Niektórym może się wydawać, że kredyt „się dostaje” ale jest to błędne wyobrażenie i jest zupełnie odwrotnie. Minęły czasy, kiedy firmy oferowały „raty 0%” i z małymi wyjątkami (o czym później) uzyskanie darmowego kredytu jest praktycznie niemożliwe. Raty są zwykle oprocentowane i to dość wysoko. Dodatkowo „klient ratalny” jest mniej czujny, jeśli chodzi o zakup dodatkowych akcesoriów i usług. Każdy nowy dodatek to zakupu da się przecież wytłumaczyć „to tylko kilka złotych więcej na racie”.

Normalnie zakup na raty w sklepie powinien wyglądać następującą:
  1. Wybór sprzętu.
  2. Określenie długości okresu kredytowania.
  3. Sporządzenie symulacji.
  4. Decyzja i podpisanie umowy.

Liczba rat – najlepiej jak największa

Niestety, o ile pierwsze da się jeszcze zrobić bez większych problemu, tak później nie jest już tak łatwo. Wszechobecna pogoń za zyskiem sprawiła, że dla sklepu najlepiej jest, żeby spłacanie kredytu trwało jak najdłużej. Wtedy to otrzyma on największą prowizje. Sprzedawcy pracujący w sklepach są w tej kwestii mocno naciskani i każdy z nich jest na bieżąco oceniany i porównywany z innymi. Klientem nikt za bardzo się nie przejmuje. Stosowane są różne sztuczki, żeby kredyt nie był krótki. Czasami odmawia się wręcz wypisywania kredytów na krótki okres, na przykład na trzy miesiące, bo jeden taki może popsuć całkowicie statystykę i wyniki. W niektórych sklepach informuje się także, że najniższa liczba rat wynosi 12 oraz, że oczywiście można spłacić wcześniej i bank odda nadpłacone odsetki. O ile te drugie jest prawdą to pierwsze już nie.

Przedłużona gwarancja – koszmar sprzedawcy

Po tym, jak udało się ustalić ilość rat na klienta czeka najgroźniejsza pułapka – ubezpieczenie sprzętu. Tutaj należy wyjaśnić, że markety z elektroniką pokochały je, bo okazja do zarobku jest tu spora. Z drugiej strony klienci nie chcą tej miłości odwzajemnić i trudno im się dziwić, w końcu to dodatkowy wydatek i to dosyć spory. Ale od czego ma się pracowników. Już na etapie wyboru sprzętu klient jest informowany o możliwości przedłużenia gwarancji lub ubezpieczenia od przypadkowego uszkodzenia. Jest to dodatkowa umowa ubezpieczenia zawierana z firmą zewnętrzną (ubezpieczeniową). Koszt przedłużonej gwarancji czy ubezpieczenia od przypadkowego uszkodzenia jest dosyć spory – waha się od 10% do nawet 36% wartości sprzętu, w zależności od wariantu. Czyli suma bardzo spora, którą należy doliczyć do ceny sprzętu.

Koszty…

Zakup ubezpieczenia powinien być świadomą decyzją każdego klienta. W praktyce jednak jest on tak manipulowany, że w większości przypadków zakupów ratalnych stanie się także posiadaczem polisy. Już podczas sporządzania symulacji podawana jest kwota razem z ubezpieczeniem i często dopiero na wyraźne życzenie kupującego sprzedawcy wyliczają kwotę raty wolną od kosztu przedłużenia gwarancji lub innego ubezpieczenia. Przy rozłożeniu na 12 rat może to być stosunkowo niewielka różnica, ale licząc na spokojnie 20 % od wartego 2 tys. zł laptopa to 400 zł. Jest to jednocześnie standardowo ubezpieczenie proponowane przy zakupach ratalnych – wcale nie najwyższe. Koszt ubezpieczenia oczywiście wlicza się do kwoty kredytu i od niego także płaci się odsetki. To razem ze stosunkowo wysokim oprocentowaniem sprawia, że często kupujący spłaca sprzęt dwa lub trzy razy. Dzieje się tak, ponieważ dla wielu klientów najważniejsza jest wysokość raty i nie zadają sobie trudu wyliczenia, jaki jest prawdziwy koszt zakupu.

Kupujący, skoro już wybrał sprzęt, chce być konsekwentny w swoich decyzjach i podejmuje je w sposób mało racjonalny. W niektórych przypadkach sami sprzedawcy dziwią się, że kupujący zgodził się na takie warunki. W przypadku osób opornych na próby wciśnięcia dodatkowego ubezpieczenia wyjmuje się czasem ostatni as z rękawa, a mianowicie raty zero procent. Prosty układ, w wyniku którego klient otrzymuje niżej oprocentowanie raty ale w zamian musi nabyć ubezpieczenie, najczęściej w dosyć wysokim (mocno kosztownym) wariancie. Oczywiście o ile limit (bardzo niski) na to pozwala.

Raty 0% – najczęściej tylko w reklamach…

W zależności od stopnia nacisku przełożonych pracownicy trafiając na osobę, która nie daje się przekonać na  dodatkowe ubezpieczenia mają mniejszy lub większy problem. Jeśli mogą sobie na to pozwolić, przepuszczają takie tzw. „gołe raty”, co wiąże się nieuchronnie z reprymendą ze strony przełożonych (w zależności od kierownika i zasad panujących w sieci – mniej lub bardziej nieprzyjemną). Czasem mogą próbować utrącić kredyt na etapie wypisywania wniosku. Znane są przypadki, w który bank niby to odmawiał zgody na finansowanie zakupu, jednak zmieniał decyzję po zdecydowaniu się na dodatkowe ubezpieczenie. Niestety plany na sprzedaż ubezpieczeń są wysokie, wręcz absurdalnie wysokie i nieustannie trwa walka, żeby każdemu klientowi wcisnąć możliwie jak najwyższe ubezpieczenie. W tej walce używa się różnych chwytów, często także tych poniżej pasa.

Ubezpieczenie kredytu – musi być…

Dodatkowym zarobkiem jest także zwykłe ubezpieczenie kredytu. Prawie zawsze plan oscyluje w granicach 100 %. Czyli każdy kredyt musi być ubezpieczony i pracownicy w tym przypadku już nie mają żadnego pola manewru. Najczęściej o możliwości rezygnacji z ubezpieczenia się nie informuje, a wręcz świadomie kłamie, że nie ma takiej możliwości. Częstą praktyką jest jednak informowanie klientów o możliwości rezygnacji z ubezpieczenia w placówce banku już po podpisaniu umowy kredytowej. Tym sposobem sklep wykonuje plan a klient może odzyskać część pieniędzy, jednak dopiero po spłacie kredytu.

Czemu tak jest…?

W każdej sieci elektromarketów nacisk na sprzedaż dodatkowych ubezpieczeń jest bardzo duży. Plany są wysokie i stawiają pracowników przed bardzo trudnym zadaniem. W końcu rzadko który klient przy zakupie chce wydawać dodatkowe pieniądze na abstrakcyjne ubezpieczenie „od zepsucia się”. Przykładowo kupując żelazko za 150 zł trzeba wydać dodatkowo minimum 35 zł za najtańszą opcję, a przy zakupie telewizora za 1500 zł koszt ten będzie wynosił 150 zł. Stanowi to zatem spory wydatek i większość klientów, co zrozumiałe, nie chce dopłacać do żadnych „gwarancji”. Plany ustalane przez centralę bazują na całkiem odwrotnym założeniu i prowadzi to do sytuacji, w której ubezpieczenia są „wciskane” klientom na siłę w sposób co najmniej mało etyczny.  Gdyby sklepy miały zrezygnować z tej formy dodatkowego zarobku to musiałyby podnieść ceny o 6 do 10 procent. Tyle wynosi średni udział ubezpieczeń w ogólnej sprzedaży i tym samym tyle właśnie wyciskane jest dodatkowo z klientów. Doszło do tego, że konieczność sprzedaży ubezpieczeń jest największym minusem pracy w sklepach RTV/AGD.

Z powodu opisanych wyżej sytuacji wynika, że prawie każdy klient dokonując zakupu ratalnego realnie przepłaca dwukrotnie lub nawet trzykrotnie w stosunku do wartości sprzętu. Jeśli dodatkowe koszty ubezpieczeń i odsetek wyniosą około 50% w skali roku może uważać, że wyszło stosunkowo tanio. Mimo tego, że już na pierwszy rzut oka kredyt wychodzi bardzo drogo, ludzie decydują się na zakup. Osoby, które mimo nagabywań sprzedawców nie zdecydują się na zakup dodatkowych ubezpieczeń należą do wyjątków.

Licz i nie daj się naciągnąć

Jeśli już chcemy dokonać zakupu pralki, lodówki lub innego sprzętu na raty można jednak uniknąć niepotrzebnego dopłacania. Najlepszą strategią jest absolutny brak zgody jakiekolwiek dodatkowe ubezpieczenia (o ile nie chcemy świadomie i dobrowolnie przedłużać gwarancji) i twarda postawa na stanowisku ratalnych. Niektóre sieci sklepów pozwalają także na wybór kredytu na stronie internetowej, możliwe jest nawet uzyskanie rat 0%. W takim przypadku pracownicy już nie mają żadnego pola manewru i nie zdołają naciągnąć klienta na dodatkowe koszty. Niekiedy najlepszą strategią jest uzyskanie kredytu gotówkowego samodzielnie i wizyta w sklepie już z gotówką – można wtedy wybrać samodzielnie najlepszą ofertę.

W sklepie jest się skazanym na jedyną, dostępną ofertę kredytową, a oprocentowanie kredytu jest najwyższe, na jakie pozwala ustawa. W przypadku, jeśli już wzięło się niekorzystny kredyt, można go wypowiedzieć. W takim przypadku trzeba wyłożyć gotówkę, bo zwrotu sprzętu nikt nie przyjmie. Jest się także ograniczonym dosyć krótkim terminem. Jednak w przypadku zakupu dodatkowych ubezpieczeń trzeba pamiętać, że każdą umowę ubezpieczenia można rozwiązać bez podania przyczyny w trakcie jej trwania – otrzyma się wtedy część składki za niewykorzystany okres ubezpieczenia. Najlepiej to zrobić u ubezpieczyciela, ponieważ  ewentualna wizyta w sklepie najprawdopodobniej okaże się bezowocna.


* Artykuł został oparty na osobistych doświadczeniach wyniesionych z kilkuletniej pracy z żółtych i pomarańczowych sieciach sklepów z elektroniką oraz informacji wynikających z rozmów z pracownikami innych sieci. Autor nie neguje sensu dodatkowych ubezpieczeń sprzętu w postaci przedłużenia gwarancji lub ubezpieczenia od przypadkowego uszkodzenia. Powinny one jednak być dodatkiem do sprzedaży sprzętu a nie stanowić główny przedmiot działalności sklepu.

Maciej Zalewski

Może Ci się również spodoba

2 komentarze

  1. nakacubylem napisał(a):

    2 lata po powstaniu artykułu ale temat dalej aktualny. Kupując tv na raty w sklepie zgodziłem się ubezpieczyć od zepsucia sprzętu i przedłużyć gwarancje. Oprócz tego nieświadomie podpisałem ubezpieczenie na życie za 700 zł i serwis sprzętu za 100 zł. Fakt, nie czytałem tego co podpisuje- karygodny błąd. Jednak dzięki temu artykulowi dowiedziałem się ze nie wszystko stracone i mogę wypowiedzieć ubezpieczenia których nie chce. Mam nadzieję ze mi się uda, a Panu dziękuję za świetny artykuł. Nie dajcie się naciagnac, czytajcie co podpisujecie i róbcie zakupy na trzeźwo.

  2. ewcik napisał(a):

    Euro AGD też naciąga na ubezpieczenie ! mój towar dzisiaj wzrósł z 3 tyś na ponad 4,5 tyś mimo promocji 20×0 czyli rata miała być 150 zł ! kiedy klient nie daje się wrobić w dodatkowe koszty zaczynają być niemili żeby klient poczuł się nieswojo i potulnie wziął to co mu każą bo obciach jaki robią przy tym psychicznie poniża człowieka do uległości ! Doradca finansowy dzisiaj wyprowadziła mnie z równowagi nie pozwalając się odzywać bo to mąż podpisuje i on ma odpowiadać na zadane pytania przez nią hahaha mimo ,że to mój zakup i ja wszystko załatwaiałam więc wiedziałam czego oczekuję a męża to nie interesowało bo to nie dla niego był przeznaczony ten towar ! zwróciłąm pani uwagę ,że powinna być miła dla klienta a nie obrażać i zmuszać do zakupu z haraczem !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.