Kredyty we frankach – o co w tym wszystkim chodzi?

kredyty we frankach oprocentowanie

Witam. Tym razem nie będę pisał o oszczędzaniu i lokatach. Dzisiaj nawiążę do bardzo gorącego ostatnio tematu, a mianowicie do kredytów we frankach szwajcarskich. Dla niezorientowanych (ale chyba takich nie ma) chodzi o kredyty hipoteczne we frankach szwajcarskich, którego kurs w ciągu ostatnich 10 dni poszybował w górę o ponad 20%. Przez internet i telewizję przetacza się fala dyskusji czy takim kredytobiorcom powinno pomóc państwo, a jeśli tak to w jaki sposób. Na ten temat i ja napiszę swoje 3 grosze.

Kredyty we frankach – 3 podstawowe problemy

Na początek należy odróżnić od siebie trzy sprawy. Czym innym jest walka tzw. frankowców o sposób ustalania oprocentowania i marży do tych kredytów, czym innym kwestia tzw. ubezpieczenia niskiego wkładu własnego (dotyczy to nie tylko frankowców), a czym innym sprawy związane z kursem franka szwajcarskiego. Największym problemem jest oczywiście gwałtowny ostatnio wzrostu kursu CHF do PLN.

Kredyty we frankach a oprocentowanie

Zacznijmy od początku. Oprocentowanie większości kredytów we frankach ustalana jest na podstawie LIBOR (3M lub 6M) + ustalona w umowie marża. Ale jest też dużo takich kredytów, gdzie oprocentowanie ustalane było na podstawie decyzji zarządu banku. I o ile LIBOR wzrastał to zarząd oczywiście też podnosił oprocentowanie. Jednak kiedy LIBOR spadał to już zarządy banków nie były takie skłonne do obniżania oprocentowania. Tutaj z postulatami frankowców się w pełni zgadzam. Oprocentowanie frankowych kredytów nie powinno być ustalane na zasadzie „widzimisie” tylko na podstawie konkretnych wskaźników. A często jest inaczej.

Choć pamiętam klienta, który właśnie tak miał ustalane oprocentowanie i sądził się z bankiem, w którym pracowałem, o zmianę formuły ustalania tego oprocentowania. W pewnym momencie bank zaproponował ugodę i marżę w wysokości 2%. Klient tą propozycję odrzucił jako nieatrakcyjną, ale w międzyczasie zmieniły się warunki na rynku i choć klient jednak wziąłby taką marżę w ciemno to propozycja banku wynosiła już 3,50%. Najbardziej wściekła była żona klienta, oczywiście na męża. Trzeba wiedzieć, kiedy schować dumę do kieszeni i pójść na kompromis.

Ubezpieczenie niskiego wkładu własnego

Druga kwestia to tzw. ubezpieczenie niskiego wkładu własnego. Bank z reguły wymagał 20% lub 30% wkładu własnego przy kredycie hipotecznym. Jeśli ktoś nie miał tego wkładu to płacił za ubezpieczenie niskiego wkładu własnego. Było to około 2% – 3% od brakującej kwoty pobierane raz na 3 czy 5 lat. Ubezpieczenie to żadne bo właściwie chroni tylko bank. Lepiej było nazwać to prowizją i byłoby po sprawie. Ale każdy kto brał kredyt hipoteczny wiedział o tym „ubezpieczeniu” – w innym przypadku bank kredytu by nie przyznał albo oprocentowanie byłoby o wiele wyższe. Kredytobiorcy próbują udowodnić brak legalności tego zapisu w umowach o kredyty hipoteczne. Nie bardzo się zgadzam z takim podejściem do sprawy.

Kredyty we frankach a kurs walutowy

I pozostała kwestia trzecia i najważniejsza. Ostatnio Szwajcarski Bank Narodowy przestał wspierać swoją walutę i obniżył jednocześnie główną stopę procentową do -0,75%. Spowodowało to nagłe umocnienie się franka szwajcarskiego względem wszystkich innych walut. Wzrósł oczywiście także kurs franka względem polskiej złotówki i to o 20% w ciągu jednego dnia. O tyle też w jednej chwili wzrosły raty kredytów hipotecznych we frankach. Choć nie do końca bo jednocześnie został obniżony LIBOR do poziomu około -0,75%. Obniżenie LIBOR-u przełoży się na oprocentowanie kredytów frankowych dopiero za kilka miesięcy.

kredyty we frankach

Źródło: Money.pl

W telewizji (głównie) i w internecie właśnie przetacza się dyskusja na temat pomocy osobom, które mają kredyty we frankach szwajcarskich. Bo niektórzy brali kredyty, kiedy kurs CHF/PLN był na poziomie 3 zł, niektórzy kiedy ten kurs wynosił 2,60 zł, a niektórzy wręcz po 2,25 zł. A teraz ten kurs wynosi aż 4,32 zł. I kiedy ktoś ma ratę w wysokości 100 CHF, to kiedyś płacił 225 zł, a obecnie aż 432 zł. Różnica w wysokości 207 zł, a przy racie w wysokości 500 CHF to już różnica wynosi 1.035 zł. Jeśli ktoś brał taki kredyt to rzeczywiście może mieć kłopoty. Pomijam kwestię spreadów, ponieważ obecnie bez żadnych kosztów można spłacać kredyt w zaciągniętej walucie.

Problem tak naprawdę chyba rozdmuchują w większości dziennikarze. Bo nie widzę i nie słyszę wielu głosów takich kredytobiorców. Pojawiają się stwierdzenia, że kredyty takie mogą być nie do końca nielegalne, ponieważ były jedynie one indeksowane (lub denominowane) do CHF, a bank faktycznie franków nie pożyczał. Dużo osób twierdzi też, że zostało namówionych, że o ryzyku kursowym nie wiedzieli nic i nikt ich nie uświadomił na czym to faktycznie polega.

I tak naprawdę to mnie najbardziej denerwuje. Bo nikt z pistoletem przy nikim nie stał i nie zmuszał do zaciągnięcia kredytu we frankach szwajcarskich. Do wyboru był także kredyt z polskich złotówkach. Tylko większość osób nie brało złotowego kredytu z powodu jego oprocentowania. Różnica była ogromna – kredyty w złotówkach były udzielane na około 6% a we frankach na około 2%. Decyzja była oczywista. A ryzyko kursowe? Jak się bierze kredyt w walucie, w której się nie zarabia to należałoby chociaż trochę o tym poszukać informacji. Szczególnie jeśli to jest kredyt na 300 czy 500 tysięcy złotych, na 25 – 40 lat!!! Ale po co…. ?

Tłumaczenia typu „ja nie miałem świadomości” nijak do mnie nie trafiają. Wiadomo, że każda historia, kiedy ktoś nie ma pieniędzy na obsługę kredytu hipotecznego to tragedia. Ale jest kapitalizm i tak już niestety jest. Swoje decyzje trzeba mocno przemyśleć i mieć odłożone pieniądze na nieprzewidziane wydatki. Każdy kto bierze kredyt w innej walucie niż w tej w której zarabia powinien się liczyć się z ryzykiem kursowym. A jak się nie liczył, nie wiedział, nie chciał wiedzieć to pretensje trzeba mieć wyłącznie do samego siebie.

Jest dużo osób które wzięły kredyt w złotówkach i płaciły o wiele więcej niż frankowscy i te osoby nie narzekają i nie proszą o pomoc. Póki kurs był niski frankowcy korzystali na całej sytuacji płacąc niższe raty. Wtedy nikt żadnego krzyku nie podnosił. A przewalutować kredyt na złotówki można było w każdym momencie. Nadal jest tak, że jeśli ktoś wziął kredyt w CHF w 2008 roku zapłacił za jego obsługę mniej, niż osoba, która wzięła taki kredyt w PLN. Jeżeli frankowcy dostaną jakąkolwiek pomoc od państwa do wszyscy Ci, którzy postanowili nie ryzykować i wzięli kredyt hipoteczny w złotówkach staną się automatycznie frajerami. Nie dość, że płacą więcej to żadnej pomocy nie otrzymają. Ostro napisane ale tak rzeczywiście jest.

A co powinny robić osoby, które mają kredyt hipoteczny w innej walucie niż złotówki. Według mnie nic – trzeba po prostu czekać i liczyć na poprawę sytuacji. Kurs CHF/PLN w długim okresie powinien po prostu spadać wraz z rozwojem naszej gospodarki i nadganianiem zachodu. Póki co straty są tak naprawdę wirtualne oprócz różnicy na comiesięcznej racie. Dodatkowo oprocentowanie takich kredytów naprawdę jest symboliczne. Mniejsze niż na opisywanych tutaj lokatach. I tak naprawdę kredyty walutowe są jednymi z najlepiej spłacanych kredytów i kredytobiorcy żadnej pomocy z reguły nie potrzebują. Tym bardziej, że jeszcze nikt na sensowny pomysł nie wpadł. I z pewnością na taki pomysł nie wpadnie nasza „elita”, czyli politycy…

Części kosztów nie wezmą na siebie banki bo one i tak mają z takimi kredytami wielkie kłopoty. Nie są one za bardzo dla nich dochodowe. Ktoś napisze, że przecież 1,50% marży przy 100.000 zł to aż 1.500 zł dochodu w ciągu roku. Ale banku o wiele bardziej wolą udzielić kredytu gotówkowego czy limitu w koncie na taką kwotę – wtedy marża może wynosić nawet 10% i 8.000 zł w roku. Jest różnica. Ktoś powie, że ryzyko o wiele mniejsze. Może i tak ale dla zarządu banku liczą się tak naprawdę jedynie dochody i zysk na koniec roku, a nie ryzyko. Więcej na ten temat napisałem w artykule Ulubiony klient, czyli na czym zarabiają banki oraz Stopy procentowe, czyli czego boją się banki.

Może Ci się również spodoba

11 komentarzy

  1. ja napisał(a):

    Nie zgodzę się. Brałam kredyt w wieku 19 lat, miałam umowę o pracę na rok. Wzięto również moich rodziców. Nikt nie przedstawił mi oferty w złotówkach gdyż podobno nie miałam zdolności, a we frankach miało być ciut mniej to mi kredyt dadzą. Żaden doradca ani bank nie informował o ryzyku, a myślę że każdy chciał by mieć dach nad głową.

  2. Mirosław Zalewski napisał(a):

    Ja też się nie zgadzam. Jeśli zdolności kredytowej nie było to trzeba nie było brać kredytu. Ja nie mam zdolności kredytowej więc kredytu nie biorę. Bank nie musiał o ryzyku informować – to oczywiste (kurs jest płynny) – samemu trzeba było przeczytać umowę kredytową i dowiedzieć się o kredytach hipotecznych. Przy inwestycji na kilkaset tysięcy to chyba normalne…

  3. bezkredytowiec napisał(a):

    Jeśli autor kiedyś kupi np. używany samochód i się okaże, że wadliwy, zespawany z dwóch, kradziony albo się rozkraczy na pierwszym lepszym zakręcie to też chętnie napiszę, że „..czego się czepia sprzedawcy, nikt z pistoletem przy autorze nie stał i nie zmuszał do kupna tego samochodu”.

  4. Mirosław Zalewski napisał(a):

    Nie widzę z tym nic wspólnego. Tani zagrywka. Każdy wiedział, że istnieje ryzyko kursowe i jak za bardzo wzrośnie to będzie problem. W bankach, na forach, w gazetach nikt tego nie ukrywał. Rata w CHF wynosiła 1.000 zł, a w PLN 1.400 zł. Wiem, bo sam byłem blisko takiego kredytu. Ale nadal jest taniej niż w PLN.

    To co ma powiedzieć mój kolega, który wziął kredyt jednak w PLN bo nie chciał ryzykować – średnie oprocentowanie w tych latach 6-7%, w CHF 2% albo niżej?

    Jeśli te kredyty były w złotówkach to ok – niech oprocentowanie też zostanie przeliczone tak jak by były w złotówkach – wyjdzie jeszcze do dopłaty.

    A następnym razem po prostu trzeba odpowiedzialnie zaciągać kredyty – państwa polskiego nie stać na pomaganie każdemu, kto nie przemyślał swojej decyzji.

  5. darklew napisał(a):

    Mam kredyt frankowy z 2005 r z marżą 3,1%. Chcę teraz negocjować jej wysokość. Jakie macie marże z tego okresu i czy komuś się udały ostatnio takie negocjacje.

  6. jakpozwacbank napisał(a):

    Państwa polskiego nie pozywac, ale z bankami można powalczyć.

  7. Ola napisał(a):

    Jeśli jesteś niewypłacalnym przedsiębiorca i chcesz dowiedzieć się więcej na temat nowelizacji ustawy dot. upadłości przedsiębiorców zachęcam do zapoznania się ze stroną http://nowaupadlosc.pl

  8. Motyl napisał(a):

    Teraz Rząd zgadzając się z frakowicxami obciąży pozostałych klientów . Frakowicze wcześniej mieli mniejsze raty dlaczego nie chcieli większych ,tylko teraz ? Płakać i płacić niestety cfaniaki w d … e lepsze . !

  9. Mirosław Zalewski napisał(a):

    Niestety niektórzy uważają, że wystarczy powiedzieć „nie wiedziałem”. Według mnie nie powinno tak być a pomoc powinna być adresowana indywidualnie.

  1. 21 marca 2017

    […] Najpierw upadek Lehman Brothers i kryzys za pisceanem, następnie afera Amber Gold i kłopoty „frankowiczów” na krajowym podwórku. Pęknięcie bańki spekulacyjnej i późniejsze zawirowania obnażyły popełnione błędy. Pozwoliły także instytucjom publicznym – dbającym o bezpieczeństwo klientów firm sektora finansowego – na wypracowanie skuteczniejszych mechanizmów ochronnych oraz rozsądnych praktyk. Z perspektywy Polski – na ostatni kryzys finansowy nie mieliśmy żadnego wpływu. Spowodowany  on został błędami na rynku amerykańskim, których przyczyn możemy szukać między innymi w niekompetencji administracji prezydenta Bila Clintona. Jednak współczesna gospodarka składa się z naczyń powiązanych, dlatego to załamanie było mocno odczuwalne także w Europie. Z drugiej strony, na tapecie mamy przykład afery Amber Gold, która dotknęła tylko krajowych konsumentów. Jednak jak słusznie zauważył Klaudiusz Sytek, prezes spółki Aforti Finance: „Amber Gold nie ma nic wspólnego z sektorem bankowym. Tego nie dało kontrolować, gdyż afera rozegrała się poza zakresem kompetencji państwowych służb nadzoru finansowego”. Skutki dla klientów podmiotu były bardzo nieprzyjemne i dały sygnał organom nadzorującym, że możliwe jest założenie i prowadzenie instytucji parabankowej poza jakąkolwiek kontrolą państwa. Brak doświadczenia władz, społeczeństwa i samych banków najlepiej uwidocznił się w przypadku osławionych kredytów we frankach szwajcarskich. Nieuczciwy sposób naliczania oprocentowania, kwestia niskiego ubezpieczenia wkładu własnego oraz zmiany w kursie waluty sprawiły, że klienci tych usług mieli ciężki orzech do zgryzienia. […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.